Samouzdrawianie czy uzdrawianie?

b_150_100_16777215_00_images_candle-1239894_640.jpgCzy coś jest łatwe, czy trudne, zależy od tego, kto co potrafi, w jakich znajduje się warunkach, ile posiada wiedzy i doświadczeń. Uzdrawianie i samouzdrawianie są trudne dla kogoś, kto sięga po książkę i widzi w niej opisy ćwiczeń, a nie przepracował wiele setek godzin z energią.

Dla kogoś, kto cierpi i szuka pomocy ad hoc uzdrawianie, w tym samouzdrawianie może okazać się jedną z najtrudniejszych rzeczy na świecie, nawet rzeczą tak nieprawdopodobną, jak “wyczarowanie białej myszki”.

Coś wydaje się cudem kiedy nie posiadamy zdolności i wiedzy. Z uzdrawianiem i samouzdrawianiem jest tak samo. Nie są to rzeczy niemożliwe do osiągnięcia dla “przeciętnego zjadacza chleba”, ale wymagają podniesienia (i stałego podnoszenia) kompetencji na podstawie treningu i praktyki, według prawdziwych, rzetelnych wskazówek i wytycznych.

Wiele osób może pomyśleć, że skoro uzdrowiciel może uzdrowić, to sami sobie potrafią pomóc. Jest to podejście życzeniowe, oparte na założeniu, że uzdrawianie jest kwestią wiary albo postawy “filozoficznej”, jakiegoś nastawienia. To bardzo niebezpieczne przekonanie.

Wyklucza ono sens doświadczenia, nabywania umiejętności, rozwijania się stopniowego “od zera do uzdrowiciela”. Uzdrawianie, w tym samouzdrawianie jest jak pstryknięcie palcami.

Takie osoby zawiodą się na swoim poglądzie. Próby uzdrowienia samego siebie po prostu nie wyjdą. Takie osoby w końcu w duchu cynizmu odrzucą wszelką możliwość uzdrowienia głosząc, że jest ono niemożliwe, nierealne, bo “im się nie udało”.

Uzdrawianie nie jest kwestią udania się czy nieudania, ale faktów, z którymi ma kontakt doświadczony uzdrowiciel. Kiedy wykonuję sesję uzdrowicielską monitoruję to, co dzieje się z ciałem energetycznym osoby uzdrawianej. To nie jest przypadek, kiedy coś zaczyna się zmieniać i zdrowie wraca, to nie jest kwestia udanej, ślepej próby, przypominającej usiłowanie trafienia piłką do kosza z zawiązanymi oczami.

Nie każdemu można pomóc, ale nie jest to kwestia tego, że próba nie wyszła, tylko że warunki po stronie osoby uzdrawianej nie pozwalają na przekazanie energii. Za mało jest otwartości, uzdrawiany nie wie o sesji albo pielęgnuje negatywną postawę moralną i odrzuca wszelki wpływ. Aura staje się jak “ściana” a energia jak “groch”.

To wszystko jednak nie jest wynikiem przypadku, ale konkretnych działań, za które odpowiednie ich podmioty ponoszą odpowiedzialność.

Samouzdrawianie to szlachetna metoda, chcemy być niezależni i panować nad sobą, ale powinniśmy być realistami. Uzdrawianie wymaga realizmu. Wszystko, co znajduje się pod kontrolą człowieka, musi być traktowane realistycznie.

Wiem, że niektórzy pomyślą, że realizm ogranicza uzdrawianie i jest stosowaniem teoretycznych filtrów i założeń, ale nie tym jest realizm - realizm to widzenie, słyszenie rzeczy. “Res” to “rzecz”.

Samouzdrawianie jest dobrym wyborem, ale tylko wtedy, kiedy posiadamy wiedzę o “rzeczy”, jaką jest nasze ciało energetyczne, mamy odpowiednie doświadczenia, pośrednie lub bezpośrednie wsparcie kogoś bardziej rozwiniętego, nie zaś kiedy kupujemy książkę pt. “Uzdrów się ze wszystkich swoich chorób” lub podobną i postępujemy za instrukcją w oczekiwaniu cudu. 

Jeżeli cierpisz, masz problemy znajdź uzdrowiciela. Dzięki rozwiniętemu doświadczeniu (przekonaniu się na własnej skórze czym jest uzdrawianie, energia, że to w ogóle istnieje) będziesz w stanie zrobić krok w stronę samouzdrawiania.

Będziesz miał coś, od od czego zacząć, bo “z pustego nawet Salomon nie naleje”.

Moja książka "Ho'oponopono. Wprowadzanie wewnętrznej harmonii"

Zapisz się na listę mailingową

Otrzymuj informacje o promocjach i nowościach, interesujące ogłoszenia i propozycje.

Please publish modules in offcanvas position.